Wi(e)lkowyjski humor

ranczo-powiesc-b-iext24363817

Któż z nas nie słyszał o serialu „Ranczo”? Śmiało możemy o nim powiedzieć, że jest kultowy. Gromadząc przed telewizorami miliony Polaków daje chwilę wytchnienia, sporą dawkę humoru i pokazuje nam nasze narodowe przywary. Choć z serii na serię, twórcy coraz więcej skupiają się na działaniu mechanizmu polityki to początkowe części wprowadzały nas dopiero w perypetie wilkowyjskich bohaterów. Czy zatem fan serialu może opuścić przeczytanie książki opartej na pierwszej transzy „Rancza”, autorstwa jej scenarzystów: Roberta Bruttera i Jerzego Niemczuka?

Do podlaskiej wsi Wilkowyje przyjeżdża trzydziestoletnia kobieta – Lucy Wilska. Spadkobierczyni pięknego dworku postanawia osiąść tu na stałe. Niby nic specjalnego, ale jeden szczegół sprawia, że staje się dla całej okolicznej społeczności centrum zainteresowania – jest Amerykanką (i to z Nowego Yorku), choć polskiego pochodzenia. Jej największym wrogiem staje się tutejszy wójt, który postanawia uprzykrzyć jej pobyt i odesłać ją tam, skąd przyjechała. Jednak Amerykanka szybko potrafi sobie zjednywać ludzi i wśród przychylnych jej osób znajduje m.in. byłego artystę Kusego i księdza proboszcza – brata wójta, z którym, delikatnie mówiąc, się nie lubią. Lucy w kraju swoich pradziadków poznaje nie tylko zupełnie niezrozumiałe dla niej zachowania, ale też postanawia z uporem wprowadzać zmiany, które dla mieszkańców wsi okazują się prawdziwą rewolucją.

Pierwsza seria serialu skupiała się głównie na losach nowej mieszkanki Wilkowyj. Historie reszty bohaterów są jakby tłem do poznania polskiej specyfiki. I tak ma się również w książce. W jej trzynastu rozdziałach odnajdziemy to, co w trzynastu odcinkach serialu. Książka zasadniczo nie odbiega od filmowej rzeczywistości. Momentami tylko wyszukamy dodatkowe dialogi, czy inne scenerie wydarzeń. Są tu też wątki, które nieco rozświetlają nam kilka spraw. Ci, którzy serialu nie za bardzo oglądali, na kartach powieści znajdą świetnie opisaną komedią obyczajową, z wieloma odnośnikami do naszej polskiej mentalności. Natomiast dla tych, którzy „Ranczo” dobrze znają stanie się to przypomnieniem początku przygody i sympatycznie spędzonym czasem, przede wszystkim za doskonałe dialogi, z których wiele możemy wyczytać o nas samych.

Izabella Koza