Trzy nazwiska, trzy opowieści, trzy radości i niespodzianki – jedna książka.

w-sniezna-noc-

„W wigilię miasteczko Gracetown kompletnie zasypuje śnieg. Na pocztówkach może i wygląda to malowniczo, ale w rzeczywistości bardzo komplikuje życie. I na pewno nikt nie spodziewa się, że przedzieranie się przez zaspy samochodem rodziców, nieplanowana kąpiel w przeręblu albo nieprzyzwoicie wczesna zmiana w Starbuksie mogą prowadzić do spotkania z miłością. Jednak w śnieżną noc, kiedy działa magia świąt, zdarzyć się może wszystko…”

          „W śnieżną noc. Świąteczne opowiadania o miłości”. To historia trzech bohaterów w trzech opowieściach, które przeplatają się między sobą. Mają wspólne elementy. Głównym jest oczywiście śnieżyca utrudniający wszystkim komunikacje i szeroko pojęte świętowanie dnia wigilijnego. Jedna opowieść wynika z drugiej, uzupełniając się o wiedzę z perspektywy innego bohatera. Maureen Johnson – rozpoczyna ten maraton wczuwając się w… i tutaj wybaczcie ale zdradzę jedną z zabawniejszych kwestii tej opowieści (ok może poza historią z marynowaną rybą) dziewczynę o imieniu Jubilatka (od tej pory już zawsze będę inaczej kojarzyć to słowo), której rodzice zostają aresztowani bo wdali się w kłótnie o miejsce w kolejce po kolejny element Świątecznej Wioski Flobie (kolekcja ceramicznych domków, z których można ustawić miniaturową wioskę). Johnson jest autorką powieści być może mniej znanych niż Johna Green’a, który napisał m.in. „Gwiazd naszych wina” i „Papierowe miasta”. Ten autor jest twórcą drugiej z opowieści. Jedynym męskim głosem wśród trio. Lauren Myracle to kolejna pisarka z kręgu gatunku „young-adult fiction”. Jej bohaterki to zakręcone nastolatki i brygada świnek w Głównej Centrali Świniaków w pokoju jednej z nich. Przezabawne historie z absurdalnymi wątkami. Po za tym widać relacje między trójką pisarzy, choć mają różne style pisania nawiązują do swoich pomysłów i bawią się fabuła.

16.10

          Tak na marginesie… zabawna historia z tą książką, gdyż dostałam ją od koleżanki z mieszkania a sama kupiłam identyczną naszej drugiej współlokatorce z okazji „mieszkaniowej wigilii”. Także… miła niespodzianka. Poczułam się trochę jakbym sama sobie kupiła prezent. Faktycznie miałam ochotę przeczytać tę książkę – zastanawia mnie tylko jak to możliwe, że w ogóle nie rozmawiając o tym tytule, jego autorach, obie kupiłyśmy tą samą pozycje, wybrałyśmy tę samą książkę spośród tylu tytułów? Być może sugerowałyśmy się tym samym – święta, śnieg (albo wtedy jego brak), promocja, romantyczne wątki, kojarzeni amerykańscy pisarze. Jak dla mnie na „odmóżdżenie”* książka w sam raz. Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle stworzyli zespół by umilić mi dwugodzinne podróżowanie pociągami.

          Utrzymana w świątecznym nastroju – tak wiem już po świętach ale zima ciągle trwa – przypomina mi wszystkie te amerykańskie komedie puszczane w telewizji w okresie świątecznym. Typu „Holiday”, „Cztery Gwiazdki” czy „Czekając na cud”. Tak, to typowa amerykańska komedia romantyczna, gotowy scenariusz na kolejny film w tym stylu. Ale czy to źle? Jest przezabawna, szczera i pozwala uśmiechnąć się do siebie w duchu.

(…) czternaście dziewczyn w niezwykle obcisłych legginsach ozdobionych na pośladkach napisem CHEERLEADING Z RIDGE. (Taka forma „krzyczenia dupą”, jak przypuszczam). (…) Obległy bar, wrzeszcząc ile sił w płucach. Pomodliłam się w nadziei, że nie zawołają naraz „O mój Boże!”, ale moje modlitwy nie zostały wysłuchane, może dlatego, że Bóg był zbyt zajęty słuchaniem cheerleaderek.(…)”

          Opowieści pisane są w typowym amerykańskim poczuciu humory, którego czasami nie podzielam, ale mimo to dobrze się je czyta, gdyż są lekkie, mają cudowny klimat, nietypową fabułę. Bo kto spędza wigilie w knajpie grając w Twistera? Albo w pociągu czy w areszcie? Krótkie, trzy historie albo jedna też całkiem nie długa (trochę ponad 300 stron), a mieści w sobie tak wiele wrażeń, niespodzianek i różnych postaci. Mamy trochę sarkazmu, absurdu oraz inteligentnych bohaterów, którzy nie dadzą się nabrać na tani romantyzm. Myślę, że będzie to dla mnie coroczny rytuał by do niej sięgnąć w Boże Narodzenie – tak jak film z Kevinem czy pasterka o północy.

„- Ale… święta się skończyły.
– Och, nie, święta nigdy się nie kończą, jeśli nie chcesz. – Pochyliła się nad ladą i wsparła podbródek na dłoni. – Święta to stan umysłu.”

 

Agata Fiszer

*w sensie takim, że książka przez swoją lekkość jest idealnym sposobem na odpoczynek po karnawałowych szaleństwach, podczas nauki do sesji czy odcięciem się od frustrującej, jazgoczącej wycieczki w pociągu…

foto źródła: https://www.szkolneblogi.pl/blogi/pleszewska-dwojka/gdzie-ta-zima

http://alegratka.pl/ogloszenie/malenkie-mini-swinki-angielskie-22408543.html

http://bmichaelkrol.com/tag/san-diego/