1 maja w dziecięcych wspomnieniach

Przykład kultu jednostki

W XIX wieku rewolucja przemysłowa doprowadziła do niespotykanej wcześniej eksploatacji ludzkiej pracy. Chłopi, którzy emigrowali do miast, zatrudniali się w fabrykach, gdzie pracowali często po kilkanaście godzin na dobę,  w trudnych warunkach, przy braku zasad bezpieczeństwa i higieny pracy.

W pewnym momencie ta grupa społeczna poczuła się pokrzywdzona i zaczęła wysuwać żądania, z których najważniejszym było skrócenie czasu pracy do ośmiu godzin. W maju 1896 r. doszło do wystąpień robotniczych w Chicago, które zostały krwawo stłumione. Na pamiątkę tych strajków Druga Międzynarodówka Socjalistyczna w 1891 r. ustanowiła 1 maja Międzynarodowym Świętem Pracy.

W okresie międzywojennym, w Polsce pochody tego dnia, organizowała PPS (Polska Partia Socjalistyczna). Kiedy po zakończeniu II Wojny Światowej władzę w Polsce przejęli komuniści, 1 maja stał się świętem państwowym. Aż do upadku systemu komunistycznego, we wszystkich krajach podporządkowanych ZSRR, 1 maja stanowił ważny dzień, symbol legitymizacji władzy komunistycznej i jedności ruchu robotniczego, z którym swoją drogą totalitarny system „demokracji ludowej” nie miał już wówczas wiele wspólnego. W Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej było to drugie najważniejsze święto, zaraz po 22 lipca – nieprawdziwej dacie ogłoszenia Manifestu PKWN.

Słynne pochody pierwszomajowe stały się, obok Pałacu Kultury i Nauki, jednym z głównych symboli PRL-u. Choć zawsze odgórnie sterowane przez PZPR (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza) i przez prawie pięćdziesiąt lat niemal niezmienne w swej konwencji, wywoływały różne emocje. Zapytałam kilku osób, o ich przeżycia związane z tym dniem.

Wczesne lata pięćdziesiąte – Józefa

Pamiętam, chodziłam wtedy do szkoły, wszyscy maszerowaliśmy i śpiewaliśmy na cały głos: Stalin! Bierut!”

Istotnie w okresie Stalinizmu, który w Polsce trwał do odwilży 1956 r. nieodłącznym elementem pochodów był kult jednostek – Józefa Stalina i jego polskiego odpowiednika, Bolesława Bieruta. Warto jednak zaznaczyć, że w późniejszym okresie, po wspomnianej odwilży kult ten niezwykle stopniał. Od tego momentu na pochodach pierwszomajowych i innych ważnych świętach niemal zaniechano hołubienia Stalina, ale do końca PRL-u eksponowano przede wszystkim sylwetkę Włodzimierza Lenina.

Lata sześćdziesiąte – Wanda

„W szkole podstawowej grałam w zespole, na mandolinie. Szłyśmy odświętnie ubrane z całym zespołem, a mandoliny miałyśmy przystrojone kokardami. Spiker, przed lożą honorową, w której zasiadali dygnitarze partyjni zapowiadał każdą szkołę i grupę, przedstawił i nas, pamiętam, że czułam się wtedy  dumna i ważna.”

Lata osiemdziesiąte -Piotr

„Na pochody pierwszomajowe chodziło się od piątej albo od szóstej klasy. Załapałem się na ostatnie dwa, pamiętam, że robiliśmy próby przed szkołą, pani prowadząca bardzo krzyczała, żebyśmy głośniej śpiewali, ale nikomu się nie chciało.”

Ostatnie pochody pierwszomajowe w PRL-u odbyły się w 1988 r. Rok później komunistyczne władze, pierwszy raz w historii odwołały uroczystości z obawy przed „Solidarnością”, która od kwietnia 1989 r. znowu była legalną organizacją.

Wspomnienia, które zebrałam to relacje dzieci, w związku z tym są wolne od polityki, ideologii, nie oceniają. Perspektywa dziecka pozwala nam pozostać neutralnym w stosunku do opisywanego wydarzenia. Każdy czytelnik może zinterpretować je na swój sposób. Z drugiej jednak strony wspomnienia dygnitarza partyjnego mogłyby być kontrowersyjne i przez to niezwykle ciekawe. Być może za rok…

Monika Sobczak