Moje doświadczenia z „szybkim czytaniem”

2016-12-30-12-37-07-1

Będąc uczniem szkoły średniej zacząłem zastanawiać się nad tym, czy da się czytać szybciej. Lubiłem zadane lektury, jednak potężnym utrapieniem było dla mnie to, że czytałem wolno.

Wolne czytanie bardzo zniechęca do książki. Zamiast wydobyć z niej to, co najbardziej wartościowe, grzęźnie się w rozwlekających się szczegółach. Nie chcę przez to powiedzieć, że np. ciągnące się przez strony opisy przyrody, tak przeze mnie znienawidzone, są zbędne. Problem jest taki, że sięgając po książkę nie zawsze mam ochotę na doznania estetyczne – w większości przypadków chciałbym się czegoś nowego nauczyć, i to w jak najkrótszym czasie. Tylko jak to zrobić?

 W tym celu przeczytałem kilka książek w temacie tzw. szybkiego czytania i próbowałem zastosować zawarte w nich porady w praktyce. Na pierwszy ogień poszła bodaj najpopularniejsza pozycja – Podręcznik szybkiego czytania autorstwa Tony’ego Buzana. Stanowi ona dobre wprowadzenie do technik wykorzystywanych w szybkim czytaniu i pokazuje, jak ćwiczyć te umiejętność. Na jednej książce jednak nie poprzestałem, bo czułem, że temat nie został wyczerpany (mimo wszystko polecam ją każdemu).

Udałem się więc do biblioteki i szukałem dalej. Natknąłem się jeszcze na kilka pozycji poruszających tę kwestię. Bardzo dużo do myślenia o procesie czytania dał mi zacytowany poniżej fragment z książki Podstawy efektywnego czytania Milesa A. Tinkera:

„[…] czytanie jest procesem twórczym. Obejmuje ono wszystkie skomplikowane procesy myślowe, które uaktywniają się w interpretacji pojęć i znaczeń pobudzonych przez rozpoznanie drukowanych symboli. Tak więc nie każdy czytelnik znajduje na zadrukowanej stronicy dokładnie to samo i często nie jest to zgodne z tym, co autor miał na myśli – lecz stanowi w pewnym stopniu osobiste przetworzenie dokonane przez czytelnika. Ten proces może być niekiedy wysoce kreatywny”.

Wtedy zrozumiałem, że tak naprawdę nie ma żadnej cudownej metody i że wszelkie kursy, które są oferowane, bez naszego własnego zaangażowania nic nie dadzą. Uświadomiłem sobie wówczas, jak wiele zależy od nas i naszych własnych zdolności percepcyjnych.

Clou książki Tinkera jest takie, że najważniejsze w szybkim czytaniu jest to, by przyswajać jak najwięcej myśli „na raz”. To znaczy, że powinno dążyć się do tego, by za jednym spojrzeniem na jak największą partię tekstu rozumiało się możliwie dużo informacji. Nie trzeba przy tym martwić się o owianą złą sławą przez część propagatorów szybkiego czytania wokalizację słów w myślach. Z własnego doświadczenia wiem, że wewnętrzny głos w naszej głowie obecny podczas procesu czytania z czasem zanika.

Inną pozycją, o której warto w tym kontekście wspomnieć, jest Szybkie czytanie autorstwa Jadwigi Chylińskiej. Pozwolę sobie na zacytowanie „przykazań”, którymi winien kierować się czytelnik, który chce czytać jak najszybciej. Otóż taki ktoś powinien:

  1. Świadomie czytać szybciej niż dotychczas
  2. Koncentrować się na czytanym tekście
  3. Aktywnie pojmować treść tekstu
  4. Obejmować jednym spojrzeniem równocześnie kilka wyrazów, odczytując od razu nie pojedyncze słowa, lecz całe grupy słów
  5. Nie poruszać w czasie czytania wargami ani językiem, unikać „wewnętrznego wymawiania”
  6. Wystrzegać się wstecznych ruchów oczu
  7. Czytać elastycznie, tj. dostosowywać tempo czytania do rodzaju i stopnia trudności tekstu
  8. Ćwiczyć w oparciu o powyższe wskazówki tak długo, aż szybkie czytanie stanie się nawykiem
  9. Ucząc się czytać szybko i efektywnie, nie zniechęcać się napotkanymi trudnościami
  10. Wzbogacać słownictwo, które odgrywa główną rolę w szybkim rozumieniu danego tekstu
  11. Ćwiczyć pamięć
  12. Dbać o oczy
  13. Pamiętać o odpowiednim naświetleniu tekstu

Zalecenia Chylińskiej są bardzo praktycznie i ich wcielenie w życie jest bardzo pomocne – każdemu, kto chce czytać szybciej polecam wypróbować je na sobie. Nie trzeba katować się specjalnymi ćwiczeniami z podręczników szybkiego czytania, wystarczy trzymać się zacytowanego powyżej „dekalogu”!

Moja subiektywna ocena „szybkiego czytania”

Moim zdaniem jest ono nieco przereklamowane. To nie tak, że od kiedy wyuczymy się technik szybkiego czytania, będziemy „połykaczami” książek i staniemy się erudytami we wszelkich możliwych dziedzinach, z którymi zapoznamy się poprzez lekturę.

Owszem, zalecenia, by poznać strukturę książki przed jej przeczytaniem, nie zatrzymywać na rzeczach, których nie zrozumieliśmy (by zachować dynamikę lektury), umieć „scrollować tekst” w celu wyszukiwania informacji czy by po prostu być wysoce skoncentrowanym na tekście, są bardzo przydatne. Niemniej jednak jeśli ktoś chce mi powiedzieć, że można w ten sposób czytać beletrystykę czy poezję (niektórzy propagatorzy próbują do tego przekonać), to twierdzę, że nie ma to sensu.

Według mnie szybkie czytanie przydaje się, jeżeli chcemy posiąść wiedzę ogólną na temat jakiejś dziedziny bądź zapoznać się z tekstem na średnim poziomie zrozumienia. W wypadku, kiedy chcemy wgłębić się w szczegóły, trzeba robić notatki, zastanawiać się nad sensem twierdzeń zawartych w tekście, łączyć pewne fakty itd. A to przecież oznacza spowolnienie procesu czytania, czyli zaprzeczenie zaleceń, które można znaleźć w literaturze poświęconej szybkiemu czytaniu.

Podsumowując, w tym kontekście prawda faktycznie „leży po środku”. Szybkie czytanie jako umiejętność może się przydać, bo może ułatwić życie poprzez poświęcanie mniejszej ilości czasu na zapoznanie się z tekstem i sprawniejsze wydobycie z niego tego, co wartościowe. Nie w każdym wypadku można jednak tę umiejętność w stu procentach wykorzystać, z czego warto sobie zdawać sprawę. Niektóre książki warto są tego, by były przeczytane z należytą uwagą.

Autor zastrzega sobie, że nie jest specjalistą i może się mylić.

Jakub Górka