Świadek nowej reputacji

041482_2017_01

Na początku nie lubiłem Taylor Swift, przeszkadzała mi jej otoczka dziewczyny z sąsiedztwa, która pisze piosenki o swoich byłych chłopakach, jednocześnie będąc przekonaną o własnej nieomylności. Na początku uwielbiałem Katy Perry, która co roku wypuszczała proste piosenki, nie dając się wciągać w żadne kłopoty, wzór cnót po prostu. Ich ostatnie płyty zmieniły jednak moje spojrzenie na ich twórczość o 180 stopni.

Pierwsze sygnały zmian, nadeszły w 2009 r. kiedy na gali VMA, Kanye West postanowił obwieścić całemu światu, że to Beyonce, a nie Taylor Swift zasłużyła na nagrodę za najlepszy teledysk w 2009 r., to wydarzenie uświadomiło mi dwie rzeczy, pierwsza: Kanye ma gigantyczne ego, którego nie potrafi kontrolować, albo ma urojenia i faktycznie uważa siebie samego za zbawcę muzyki Yeezusa (co może być faktycznym stanem rzeczy ze względu na chwilową psychozę podczas Pablo Tour), a druga: jeżeli ta dziewczyna jest antagonizowana przez kogoś takiego jak Kanye West, to nie może być tak okropna. Na efekt musiałem jednak czekać do wydania RED w 2012 r. ponieważ wydana w 2010 r. Speak Now była już prawie nagrana, więc nie mogła zawierać żadnej odpowiedzi na opinie Kanye.

RED okazał się pierwszym albumem Swift, którego single nareszcie zaczęły na mnie jakoś działać, z cudownym hymnem dla pełnoletniości 22, oraz oświadczeniem samej Taylor o tym, że będzie bardziej rozsądna w sprawie związków w WANGBT„. Album co prawda nie zawierał żadnej odpowiedzi do wyczynów Kanye, co osobiście interpretuje jako to, że Taylor była po prostu zbyt zajęta zmienianiem gatunku, by otwarcie atakować Westa. Niemniej była to płyta ku lepszej przyszłości.

Rok później w 2013 r. zaczął się wyścig o pierwsze miejsce na listach przebojów między Roar Katy Perry z jej albumu Prism„, a „Applause Lady Gagi z ARTPOP„. Wyścig zaczął się bardzo mocno dla Roar by z czasem odpaść, zostawiając Apllause na podium. Porażka Roar była czymś zaskakującym, oto młoda i radosna Perry, promowana przez media jak się tylko da, przegrywa z ustanowioną i nie rzadko wyśmiewaną za ekscentryzm Gagą. Nie mówię w tym miejscu, że Roar jest okropną piosenką, jest…ok, łatwo wpada w ucho, ale równie łatwo zostaje zapomniana, tak samo Unconditionally oraz Birthday, jedynym prawdziwym hitem mogę nazwać Dark Horse, które jednak z czasem zostało wyśmiane jako narzędzie kontroli Illuminati, więc nie był to zbyt dobry rok pod względem jakości.

W 2014 r. Taylor Swift wydaje album 1989 na którym rozprawia się z opiniami na swój temat. Shake It Off rozprawia się z negatywnymi komentarzami przez ignorowanie ich i cieszenie się życiem, Blank Space wyśmiewa wizerunek Taylor jako wiedźmy, która odstraszy od siebie każdego mężczyznę, Style opowiada o tym, że nawet w rozstaniach trzeba mieć godność i niszczyć za sobą mostów, by w Bad Blood w końcu wypowiedzieć wojnę tej, która zdradziła Taylor, a którą według opinii mediów i fanów jest sama Katy Perry, która miała podkupić członków ekipy Swift podczas jej trasy koncertowej. W ten sposób zaczął się trwający do dziś konflikt na linii Swift-Perry.

By o sobie przypomnieć, Kanye West na swoim albumie z 2016 r. The Life Of Pablo w utworze Famous umieścił kontrowersyjną linijkę For all my South Side niggas that know me best I feel like me and Taylor might still have sex Why? I made that bitch famous (Goddamn!) I made that bitch famous.”. Jaki Kanye jest, każdy widzi.

Budowane przez lata napięcie znalazło ujście w 2017 r. w nowej Ameryce Donalda Trumpa. Podczas kampanii prezydenckiej w 2016 r. Katy Perry bardzo mocno zaangażowała się we wspieraniu Hillary Clinton na fotel prezydencki, a także przeszła kompletną zmianę wizerunkową, tleniąc swoje czarne dotychczas włosy, oraz mocno je skracając. Swój nowy wizerunek Perry zaprezentowała również na swojej nowej płycie Witness, i choć jest mi przykro to ogłosić, to najzwyczajniej w świecie spodziewam się, że od następnej płyty Katy Perry zacznie najzwyczajniej w świecie rapować, bo to, co się dzieje w singlach do Witness przechodzi ludzkie pojęcie. Chained to the Rhtyhm jest potworkiem, który pod pozorem antyutopijnej piosenki ukrywa zwyczajną reklamę nowego albumu. Bon Appétit jest wprost ohydnie oczywistą metaforą stosunku, cierpiąc na powtarzalność. Swish Swish jest dosyć oczywistą odpowiedzią na Bad Blood nie mając ani krzty uroku swojego odpowiednika, posiada za to boleśnie słabe kontry na krytykę Swift, a jedyna rzecz jakkolwiek ratująca utwór to występ Nicki Minaj, która wywiązuje się ze swojego zadania po wielokroć lepiej, mówiąc rzeczy, które mogą w jakiś sposób naprawdę Taylor zaboleć. Single kończy Hey, Hey, Hey, kolejny potworek, ciągłych powtórzeń, tym razem odwołujący się do obecnej sytuacji w Ameryce.

Z drugiej strony barykady, Taylor Swift wydała reputation gdzie, tak jak Perry, przechodzi całkowitą zmianę wizerunku, w jej wydaniu był to proces od dawna zaplanowany, nareszcie gotowy wyjść na światło dzienne. Główny singiel promujący album LWYMMD rozprawia się z atakami Westa i Perry na Swift, pokazując jednocześnie, że dzięki temu stała się silniejsza. Ready for It? jest lirycznie najlepszą piosenką z całego albumu, używając przerzutni w ciekawy sposób, prezentując słuchaczom nową Taylor w całej okazałości, pytając jednak, czy są gotowi na taką zmianę, sadząc po sprzedaży albumu, są. End Game poza kolaboracją z obecnie największą męską gwiazdą muzyki pop, Edem Sheeranem, jest kolejnym orzeczeniem w kwestii związków, tym razem Taylor jest gotowa na coś stałego i dojrzałego.

Na obecną chwilę jestem gotów stwierdzić, że gwiazda Katy Perry, jeżeli nie zgasła, to zdecydowanie straciła swój blask, podczas gdy Taylor Swift z każdą kolejną płytą staje się coraz popularniejsza i ważniejsza na rynku muzyki popularnej niż ktokolwiek, panie i panowie, chyba jesteśmy świadkami narodzin nowej Madonny.

RK