„Te dni” Europy

sobral

Już od 63 lat, w okolicy maja, przypada ten szczególny czas, dla którego warto żyć. Niektórzy będą pluć nam w twarz, twierdząc, że to nie jest muzyka, że wygrywa ta obrzydliwa „poprawność polityczna„, a w ogóle Janusz daj spokój, to dla bab. Ale wiecie co? Niech się nie bawią, niech żyją w swoim smutnym, szarym świecie, gdzie nowy „Lil-wstaw swoje słowo” łamanym angielskim obraża ich inteligencję, gdzie podłączony już pod respirator David Guetta wypuszcza siódmy raz tę samą piosenkę, zmieniając tylko jej tempo, a następnie narzekają, że w tym radiu to wciąż to samo. Ja i mnie podobni ludzie, lubiący zmienić płytę, będziemy cieszyć się tą pierwszą Eurowizją w Portugalii.

Na początek jedna prośba, nie obrażajcie się jak dzieci, kiedy ktoś wam powie, że nie lubi muzyki, jakiej słuchacie, jeżeli chcecie słuchać gruzińskiego jazzu, polskiego rapu, norweskich pieśni ludowych itp., proszę was bardzo. Nie czepiajcie się po prostu ludzi, którzy raz do roku chcą się bawić przy Eurowizji, bo to chamskie.

Więc od początku, czym jest Eurowizja? Konkursem Piosenki, na którym każdy z członków Europejskiej Unii Nadawczej może wysłać swojego reprezentanta, i tak, Australia i Izrael biorą udział, i tak, tylko wam to przeszkadza (no dobra, może nie do końca, tylko, ale to i tak żałość, mieć o coś takiego pretensje).

Czy wygrywa „najlepsza” piosenka? Przy takiej ilości osób oglądających, nie da się wybrać jednogłośnie najlepszej, to konkurs na „najpopularniejszą” piosenkę, nie najlepszą (co nie powstrzymuje Azerbejdżanu przed łapówkarstwem).

To co z tą „poprawnością polityczną”? Kiedy w 2014 wygrała Conchita Wurst, drag queen, ludziom nagle odbiło  i zaczęli się nagle strasznie przejmować „kto, kim jest”, zamiast „kto, jak śpiewa”, nie mając pewnie za grosz pojęcia, że w 1998 Izrael wygrał, wysyłając Danę International, osobę trans-płciową, fakt faktem wtedy też się podniósł raban, ale po wygranej zrobiło się cicho, a co zabawne, w 2011 Dana wróciła do konkursu, tym razem bez sukcesu, wniosek wyciągnijcie sami.

No dobra, ale jury nie lubi Polski i jest stronnicze? Na 20 występów, 14 razy się zakwalifikowaliśmy, co jest skutecznością 60%, może gdybyśmy przestali jęczeć, że nas nie lubią, może by nas polubili.

Przeprowadziłem również ankietę, wśród osób mi znanych w celu sprawdzenia jak zareagują i co im się spodoba. Wynik pozwolił mi stwierdzić, że ludzie na wstępie nieuprzedzeni docenili więcej utworów, natomiast ci, którzy wiedzieli, czego się spodziewać zagłosowali zdecydowanie, niej entuzjastycznie. Największą popularnością cieszy się Austria, Polska umotywowana patriotycznie mieści się gdzieś pośrodku, natomiast Armenia nie zdobyła żadnego uznania.

Kończąc ten i tak długi tekst na temat cudów Europy, chciałbym tylko jednego, żebyście dali sobie tę szansę i zobaczyli, o co cały ten raban.

R.K.