„Biznesów opartych na pasji upada znacznie więcej…” – rozmowa z Michałem Koslem

michal

Michał Kosel to młody przedsiębiorca, zaangażowany we wszystko co robi na 120%. Na naszych łamach mogliście już kilka razy przeczytać o jego inicjatywach i działaniach. Okazją do kolejnej rozmowy z Michałem jest napisana przez niego druga książka. Tym razem porusza on kwestie związane z prowadzeniem własnego biznesu, a także przedstawia pułapki, przez które biznes może upaść…

Książka „Jak położyć biznes na pasji? Dlaczego 80 % biznesów stawianych przez pasjonatów upada w przeciągu dwóch pierwszych lat”. Rzeczywiście, aż tyle z tych interesów upada?

Tak, ja bym nawet powiedział, że według naszych fundacyjnych obserwacji z trzech ostatnich lat, upada ich znacznie więcej. A to dlatego, że nie liczą się statystyki tych biznesów, które są prowadzone jeszcze na kogoś np. ojciec ma warsztat samochodowy, a córka otwiera sobie szkołę tańca. To jest pierwsza rzecz. Często też np. szkoły, które już upadają, że tak powiem ciągną za sobą tego zdechłego konia, i ciągle się zadłużają, ale w statystykach trwają. Zarówno pierwsi, jak i drudzy są w niekomfortowej sytuacji, że tak delikatnie powiem.

A może oni nie są pasjonatami? Na czym polega ich słabość?

Pojęcie pasjonatów to jest uogólnienie. W książce przywołuję co najmniej trzy statystyki. Jedną zza oceanu, drugą europejską i polską, i to jest składowa tych badań. Pasjonaci, czyli osoby, które założyły swój biznes ze względu na zainteresowanie do danej dziedziny. Jak ktoś umie gotować, zakłada restaurację. Ktoś lubi tańczyć, zakłada szkołę tańca. Ktoś jest wykształcony w zawodzie fryzjerskim, zakłada salon. A nie ktoś, kto doszedł do wniosku, że ściąganie kołder z Chin jest dobrym biznesem. Czyli ktoś z zainteresowania wziął się za biznes, a nie ktoś kto wziął się za jakiś biznes, ze względu na to, że można się na tym głównie wzbogacić.

Czyli jak to jest? Pasjonaci nie powinni mieć swoich firm?

Wręcz odwrotnie, powinni. To właśnie oni tworzą całą wartość na rynku. Tylko powinni zrobić to mądrze.

Mądrze to znaczy jak?

Tzn. podejść do sprawy strukturalnie. Jesteśmy w stanie prześledzić jak wygląda taka droga standardowego otwierania biznesu w jakiejkolwiek branży. Zrobiłem to na przykładzie branży sportowej. Ale jeżeli przeczyta to ktoś z branży fryzjerskiej, a już taki feedback zaczął do nas spływać, powie: „kurczę, zrobiłem tak samo. Te same błędy”. Schemat jest bardzo podobny. System edukacji jest taki, a nie inny, przez co nie jesteśmy przygotowani na to, żeby otworzyć biznes. Pisałem o tym w pierwszej książce, to jest niejako kontynuacja. System edukacji w ogóle nas nie przygotował do tego, żebyśmy posiadali kompetencje, które w biznesie powinny być podstawowe. Coś z czym się nie rodzimy, ale powinno być logiczne. Tak samo jak logiczne są niektóre nasze odruchy, ponieważ jesteśmy otaczani przez administrację państwową lub etatową. To, że chodzi się do pracy i się jej nie lubi. To, że klient wcale nie jest najważniejszy. To, że chodzisz to wykładowcy nie dlatego, że ciekawie prowadzi zajęcia, tylko dlatego, że musisz. A on nie traktuję cię de facto jako kogoś kto mu płaci, tylko jako kogoś kogo trzeba odbębnić. Pani w administracji tak samo, nie jesteś dla niej klientem tylko petentem. Nawet pan w autobusie nie jest dla ciebie miły, bo to nie ty mu płacisz. I z takimi wzorcami wchodzimy w rzeczywistość. One są odmienne od wzorców, które w rzeczywistości funkcjonują. Zderzenie z rzeczywistością następuje w momencie, kiedy student po pięciu latach nauki, otrzymuje dyplom i próbuje wejść na rynek pracy. I dziwi się, że wszystko jest odwrotnie od tego, czego się uczył na zajęciach. Podobnie jest z biznesem. Wszystko co usłyszał na temat biznesu, jeżeli w ogóle usłyszał jest z goła odmienne, i funkcjonuje odwrotnie do tego co usłyszał. Jeśli ktoś siedzi długo w biznesie to czuje to intuicyjnie, bo zna realia. Ale sam fakt, że ktoś ma pasję powoduje, że jest w najgorszej pułapce. Bo nie dość, że nie jest przygotowany mentalnie do tego, to jeszcze brakuje mu narzędzi w postaci zimnej kalkulacji, której pasjonaci początkowo nie mają i opierają wszystko na emocjach i intuicji. Nie wyliczają sobie, w którym momencie trzeba coś zmienić, nie analizują danych. Tylko uważają, że skoro są dobrzy to to wystarczy, licząc, że pocztą pantoflową inni się o tym dowiedzą. Ale to jest nieprawda, to jest kolejny mit. On nie dożyje tej chwili. W tej książce z jednej strony przedstawiam sytuacje, które miały miejsce zarówno u mnie jak i u dziesiątek innych przedsiębiorców. Z drugiej strony staram się dzielić narzędziami, które wykorzystują duże marki, duże firmy, dla których to jest codzienność. Dla których to jest logiczne. I znowu jest przepaść między pasjonatem, który nie jest nieuzbrojony w te narzędzia i wszystko próbuje zrobić na pasji. Nagle okazuje się, że robi coś intuicyjnie, a to mimo wszystko nie wychodzi, ludzie nie zostają u niego na długo. Działa to też w drugą stronę, duże marki mają budżety, ale nie mają tej pasji co sprawia, że ich klienci wcale nie są zadowoleni. Jedni klienci są traktowani jak dzieci, drudzy traktowani są jak petenci. I teraz ja proponuję wyśrodkowanie tego wszystkiego, czyli jak z jednej strony budować to na pasji i jak mądrze wykorzystać te mechanizmy, ale nie w sposób mechaniczny czy taśmowy.

Bardzo miłe było dla mnie to, że po przeczytaniu 40 pierwszych stron, ludzie mówili mi, że u nich jest dokładnie tak jak to opisałem. Pokazuje to więc, że z rzeczywistością ma to wiele wspólnego. Przejechałem też Polskę od Opola, po Gdańsk, żeby prześledzić czy wyniki moich badań i obserwacji są zgodne z rzeczywistością. No i okazało się, że nie dość, że są spójne to jest jeszcze tragiczniej niż się mogło wydawać. W największym skrócie, książka jest o tym jak metodycznie położyć biznes na pasji. Oznacza to, że jednocześnie mówi o tym czego nie robić, żeby go nie położyć. Albo co robić, żeby nie stracić pasji, a jednocześnie zrobić to dobrze i z tego żyć.

Opisałeś bardzo fajnie jak uporządkować sobie system pracy na przykładzie recepcji. Taki system pewnie skutecznie usprawnia działanie każdej firmy.

Tutaj nawet bardziej chodzi o osoby z zewnątrz. Recepcjonistki po pewnym czasie zaczynają kumplować się z klientami. Z jednej strony to jest fajne, bo jest miła atmosfera. Z drugiej klienci mogą zacząć wchodzić nam na głowę. Stworzenie pewnego systemu pozwala po prostu egzekwować zapisy regulaminu. Czyli jeżeli płatność jest do 30 dnia miesiąca, to 1 już nie można skorzystać z zajęć. Chodzi o pewnien kontrakt, który ustala jasne zasady. Z jednej strony ma być fajna atmosfera, a z drugiej to wszystko musi się spinać, więc nie możemy pozwolić by ani kierownictwo, ani pracownicy nie egzekwowali rzeczy, które wpływają na naszą płynność, bez której firma długo nie uciągnie. Mówią tam o bardzo ważnej zasadzie, ponieważ my pasjonaci uwiebliamy pomagać. Ja mówię inaczej – żeby móc pomóc komuś, musimy najpierw pomóc sobie, by móc pomagać komuś. Bo komu pomożemy mając debet na 20 tysięcy? Najpierw musimy zabezpieczyć podstawy naszego funkcjonowania, a potem możemy bawić się w rabaty i pomoc na zewnątrz. Bez tego ani nie pomożemy sobie ani innym, bo już nas nie będzie – to brutalna prawda.

Pytanie na koniec, skoro to Twoja druga książka, to może pisze się już trzecia? Zdradzisz nam coś na ten temat?

Powiem tylko tyle, że coś się pisze <śmiech>.

Dobrze, to w takim razie dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję.

JG