Książki są dla mnie oddechem – rozmowa z Anną Jaworską, bibliotekarką z Instytutu Psychologii

57

Witająca uśmiechem, sympatyczna i rozmowna. Taką kojarzą ją studenci odwiedzający bibliotekę w Instytucie Psychologii. Zawsze skłonna do pomocy w wyborze literatury, ale także do dyskusji na tematy wszelakie. Dowiedzmy się czegoś więcej o naszej „pani z biblioteki” Annie Jaworskiej.

Plątanina historyczna

Historia mojej rodziny to taka plątanina historyczna – twierdzi pani Anna. Jej rodzice pochodzą ze Lwowa, który musieli jednak opuścić i przenieść się na Ziemie Odzyskane. Nie zostali tam jednak długo. Stwierdzili, że Śląsk stoi dla nich otworem – zapuścili więc korzenie w Jastrzębiu Zdroju. Pani Anna nazywa go miastem sportu, który zaszczepił w niej miłość do aktywności fizycznej. Obecnie rodzice pani Anny przeprowadzili się w Góry Opawskie, ona zaś, jak twierdzi, kocha Śląsk i Opole. Zna śląską mowę. Podkreśla jednak odmienność Opola od reszty miast tego rejonu. Spędziła również pięć lat w Krakowie, co, jak mówi, dużo ją nauczyło. – Nie wiem, gdzie mnie jeszcze los poniesie – dodaje z uśmiechem.

Uniwersytet Opolski

Współpraca z Uniwersytetem trwa już 15 lat, z pięcioletnią przerwą na wagary w Krakowie – opowiada pani Anna. – W 2000 roku dostałam szansę od profesora Łukaszewskiego. Jako młoda osoba podjęłam się tego wyzwania. Przyznaję, że z lękiem. Studiowałam na Uniwersytecie Opolskim, dlatego jest mi bliski zarówno jako studentce jak i osobie pracującej tutaj od wielu lat. Wraz ze studentami pierwszego roku tworzyliśmy tę czytelnię. Potem wyjechałam do Krakowa. Pani Ania nie skończyła jednak współpracy z naszym Uniwersytetem. – W Krakowie pracowałam jako animator kultury i bibliotekarka. Zawód bibliotekarza podążał za mną. Po pięciu latach, kiedy wróciłam do Opola, bardzo szybko wróciłam do pracy w bibliotece. Na początku pracowałam w dziale opracowań czasopism i zbiorów specjalnych. We wrześniu dostałam propozycję przejścia do Instytutu Psychologii. I jestem.

Pedagog, bibliotekarka, masażystka

Z wykształcenia jestem pedagogiem, bibliotekarką i masażystką. Ale nie taką od wędlin – śmieje się pani Anna. O swojej pracy opowiada z pasją. Nie wybrała jej przypadkowo. – Praca, którą wykonuję, jest moją pasją. Kocham czytać. Wydaje mi się, że mam dużą wiedzę na temat literatury. Lubię też kontakt z czytelnikiem, myślę, że mam zdolność przydzielania lektur danej osobie – opowiada. Nasza bohaterka zwraca również uwagę na umiejętności, które pomagają jej w pracy w bibliotece. – Praca w dziale opracowań wymagała ode mnie skrupulatności, spokoju i wiedzy. Gdy przyszłam tutaj, do Instytutu Psychologii, miałam więcej kontaktu z człowiekiem. Wymagało to bardziej skondensowanej wiedzy. Nie wiem, jak będzie wyglądał kolejny dzień. Dużo uczę się też od was – młodych. Zapytana o to, co lubi, a czego nie w pracy na takim stanowisku, pani Ania odpowiada: Nie lubię swojego chaosu, a najbardziej lubię wtorkowe dostawy książek. Cieszę się na ich widok i przedstawiam nowości studentom.

„Książki to inny świat. Trzeba tylko zacząć od siebie, zacząć czytać i wybierać dobrą literaturę dla dzieci, ładną, kolorową, z dobrymi ilustracjami i tekstem”.

Nauczyć się czytać i nie marudzić

Kochałam książki od zawsze. Moje dwie starsze siostry odganiały się ode mnie, nie chciały się ze mną bawić. Powiedziały, żebym nauczyła się czytać i nie marudziła. Byłam bardzo małą dziewczynką, kiedy wzięłam pierwszą książkę do ręki. I wtedy odkryłam, że to jest to. Przestałam być namolną siostrą. Czytałam książki, a w pobliżu zawsze były jabłka – dlatego zawsze mi się kojarzą z książką – śmieje się pani Ania. – Moi rodzice też czytali, zawsze w domu był “Przekrój”, “Filipinka”, “Jestem” i wszelkiego rodzaju prasa. I ta trudna krzyżówka w “Przekroju”, cała rodzina siedziała i próbowała sobie z nią poradzić. Cieszę się bardzo, że to pismo wróciło, ponieważ swego czasu było zawieszone. To dobrze, że nie daje o sobie zapomnieć, bo takich czasopism nie wolno zapominać. Pani Anna z chęcią opowiada o swoich doświadczeniach literackich oraz przygodzie, którą czytelnictwo wyraźnie dla niej stanowi. – Miałam wspaniałą panią od literatury – panią Urszulę Olesińską, która zaszczepiła we mnie miłość do wszelkich rodzajów literatury, przygotowując nas do odbioru każdego z nich. Jeżeli musiałabym wybierać ulubioną literaturę, to najbliższa jest mi literatura czeska, która charakteryzuje się poczuciem humoru, lekkością pióra i miłością do piwa.

„Książka żyje w rękach czytelnika, jeżeli znajdzie odbiorcę, to świetnie”.


Co lubię czytać? Lubię współczesną literaturę polską, Wojciecha Kuczoka (znowu Śląsk) – wszystkie jego pozycje, lubię polskie autorki, Manuelę Gretkowską.Teraz czytam na przykład „Rok Królika” Joanny Bator, Sylwię Chutnik, Agnieszkę Drotkiewicz, lubię też panią Bondę i jej kryminały. Bardzo. Wielki ukłon w jej stronę. Uważam, że ma dużą wiedzę, skrupulatnie zbiera materiały i to wszystko świetnie się komponuje. Gdy zaczynałam przygodę z czytaniem, to moją ukochaną książką była “Ciotka Julia i Skryba”, której autorem jest Mario Vargas Llosa. Do niej zawsze wracam jak mi źle i chcę się oderwać od świata – wspomina pani Ania. – Nie ma działu, który jest najgorszy, wszystkiemu trzeba dać szansę. Każdy ma prawo zaistnieć. Czytam nawet broszury. Romansów czytam mało, ale taka literatura też jest potrzebna – dodaje.

Wymarzona biblioteka

Pani Ania wyobraża sobie, jak powinna wyglądać idealna biblioteka. – Nowoczesna, z piękną architekturą, z bogatym księgozbiorem i przyjazna dla czytelnika. Taka, w której każdy z nas mógłby się dobrze czuć. Nasza bohaterka zdaje sobie jednak sprawę z ograniczeń i wymienia bardziej prawdopodobne dążenia, które sprawiłyby jej przyjemność i ułatwiły pracę. – Chciałabym, żeby było trochę więcej przestrzeni, co byłoby też plusem dla studentów. Brakuje również miejsca, w którym można by było porozmawiać ze studentami. Często tworzycie prace, w których wymagany jest kontakt ze sobą, w czytelni to się nie udaje z powodu potrzeby ciszy. Marzy mi się estetyczne pomieszczenie, w którym można by się spotkać i porozmawiać.

O psychologii

– Znajomość psychologii jest warunkiem mojej bytności w Instytucie Psychologii – podkreśla pani Ania. – Interesuję się psychologią. Pomogli mi studenci tworzącego się kierunku psychologii. Byliśmy rówieśnikami, to zupełnie tak, jakbyśmy razem studiowali. Przeżywałam z nimi każdy egzamin. Ale nie chciałabym studiować psychologii, większość moich znajomych to psycholodzy, więc wystarczy.

O żeglarstwie

Anna Jaworska oprócz nietuzinkowej osobowości i wiedzy, zaskakuje nas także dość nietypowym hobby, jakim jest żeglarstwo. – Chciałabym wrócić do żeglowania. Od jakiegoś czasu tego nie robię, a bardzo chciałabym wrócić na wodę. Mam patent żeglarza, chciałabym zdobyć patent sternika. To bardzo trudne zadanie, więc może zostanie to moim marzeniem. Byłam bardzo młodą osobą, gdy zdawałam na żeglarza, myślałam, że sternik jest naturalną koleją rzeczy, ale tak nie jest. Pani Ania nie zamierza jednak się poddawać i upatruje szansy na spełnienie swoich marzeń w zarażeniu pasją córki. – Córki jeszcze nie nauczyłam żeglować, ale może powinnyśmy spróbować razem spełniać swoje marzenia.

Przede wszystkim być przyzwoitym

Pani Ania hołduje klasycznym wartościom. – Cenię szacunek wobec drugiej osoby, kulturę osobistą, pasję – to zawsze rozwija – i bardzo lubię u ludzi poczucie humoru, jeżeli potrafią spojrzeć na życie z przymrużeniem oka. Dlatego też lubię literaturę czeską.

„Antoni Słonimski powiedział, że jeżeli nie wiesz, jak się zachować, to w razie czego zachowuj się przyzwoicie. To oddaje całość moich wartości. Być przyzwoitym w życiu”.

Nasza bohaterka nie zgadza się z promowanym przez media poglądem, jakoby czytelnictwo wśród młodych ludzi było w dużym kryzysie. – Kiedy czytam gazety, gdzie głosi się upadek czytelnictwa, to ja w to nie wierzę. Bardzo cenię studentów psychologii, są otwarci, sympatyczni i empatyczni. Kiedy się pojawiłam, otrzymałam dużą dozę zaufania i dało mi to wiarę w to, że sobie poradzę. Bardzo dobrze mi się z wami pracuje. Patrząc na to, ile wypożyczacie książek, jest bardzo dobrze. Wierzę głęboko, że w innych instytutach jest podobnie.

 

Bartłomiej Chereźniak i Jakub Filipkowski
zdjęcia: archiwum prywatne