Krwiożercza puma znów grasuje po polskich lasach!

czarna wołga porywa dziecko :(

Przechadzając się leśnymi ścieżkami w niedzielny poranek, pewna znajoma mojej koleżanki usłyszała niepokojący dźwięk dochodzący zza krzaków. Miała wrażenie, że ktoś podąża tuż za nią, skradając się delikatnie niczym kot. Wpadła w panikę i znacząco przyspieszyła kroku. Najwidoczniej jej zachowanie spłoszyło domniemanego napastnika, w wyniku czego on również zaczął się błyskawicznie przemieszczać. Dziewczyna słyszała odgłosy z różnych stron. Zdawało się, że napastnik krąży wokół niej. Na szczęście dobiegła do skraju lasu i znalazła się w pobliżu zabudowań. Odetchnęła z ulgą. Odchodząc, spojrzała jeszcze za siebie i to, co zobaczyła, wprawiło ją w osłupienie. Otóż owym śledzącym nieznajomym nie był człowiek, a ogromny kotopodobny zwierz! Z całą pewnością krwiożercza puma. Co prawda ujrzała jedynie niewyraźny kształt, ale czy to ma znaczenie? Ważne, że uszła z życiem.

Spora część Polaków już kiedyś słyszała o pumie grasującej po lasach w różnych częściach kraju. Nie wiadomo skąd się wzięła i gdzie zniknęła, ale wszyscy o niej mówili, łącznie z mediami. Jest to doskonały przykład legendy miejskiej, czyli szokującej, często wywołującej poczucie lęku historii, która rzekomo wydarzyła się naprawdę znajomym naszych znajomych. Pod wpływem szybkiego rozprzestrzeniania się w lokalnych społecznościach, w skali ogólnokrajowej, czy nawet globalnej, dana informacja, nierzadko “wyssana z palca”, ulega przeinaczeniom oraz licznym transformacjom. Można również zauważyć przenikanie tego typu opowieści pomiędzy różnymi środowiskami. Jak podaje Filip Graliński, kolekcjoner i archiwista legend miejskich, autor popularnonaukowej książki „Znikająca nerka. Mały leksykon współczesnych legend miejskich.” spora część tych nieprawdopodobnych opowieści, które wydają się tak bardzo aktualne, pochodzą jeszcze z ubiegłego wieku. Przykładem może być niechlubne „słoneczko” – podobno ulubiona gra zdemoralizowanych gimnazjalistów na imprezach suto zakrapianych alkoholem. Najnowszą legendą, która przeraziła internautów, okazała się gra „Niebieski wieloryb”, w wyniku której młodzież popełnia samobójstwo. Dlaczego ludzie wierzą w tego typu plotki? Są one zazwyczaj skonstruowane w sposób, który daje spore prawdopodobieństwo na zaistnienie owej sytuacji w rzeczywistości. Historie są często zabawne, makabryczne lub nieprzyzwoite, co dodatkowo wzbudza zainteresowanie osób łaknących sensacji. Wzbudzają szereg emocji, zazwyczaj nimi manipulują. Przeważnie bazują również na ludzkim strachu. Po usłyszeniu tego typu opowieści większość ludzi czuje nieodpartą chęć podzielenia się nią, przekazania jej dalej. Dzieje się to z różnych powodów, np. troski o najbliższych, chęci zaimponowania komuś, znalezienia się w centrum uwagi. Rozprzestrzeniająca się po okolicy plotka w końcu zaczyna żyć własnym życiem. Jest to bardzo ciekawe zagadnienie socjologiczne. Większość z nas zetknęła się  z legendami miejskimi po raz pierwszy w okresie dziecięcym. Pełniły one wtedy funkcje straszaków opowiadanych przez zatroskanych rodziców w celu uchronienie swoich łatwowiernych pociech przed różnego rodzaju niebezpieczeństwami. Po zastanowieniu się, większość z nas potrafiłaby wymienić kilka sensacyjnych historii, które usłyszała od znajomych, jednak w rzeczywistości nie zostały one nigdy potwierdzone. Skłonność do kreowania nadzwyczajnych opowieści tkwi w ludziach od wieków. Jedną z plebejskich rozrywek w długie zimowe wieczory było słuchanie legend opowiadanych przez starszyznę. Często były swoistego rodzaju środkami dydaktycznymi. Ludowe bajki o złowieszczej Babie Jadze przypominają te współczesne o tajemniczym panu, który przychodzi po dzieci gdy są niegrzeczne lub nieposłuszne rodzicom. Przykłady można mnożyć i jednocześnie zachwycać się barwnością ludzkiej wyobraźni. W takim razie jak nie dać się zwieść, a tym samym uniknąć kopiowania fałszywych historii? Nietrudno się domyślić, że nader ważna jest zdolność logicznego myślenia i nie dawania wiary we wszystko co usłyszymy, czy przeczytamy w Internecie. Sceptycyzm w tym aspekcie jest cechą pożądaną. W przypadku internetowych opowieści należy zawsze sprawdzić autora tekstu, a w przypadku jego anonimowości od razu powinna zapalić się nam w głowie ostrzegawcza „czerwona lampka”. W miarę możliwości powinniśmy starać się dotrzeć do samego źródła informacji, tylko wtedy możliwa jest pełna analiza oraz weryfikacja jej zgodności z rzeczywistością. Warto mieć również na uwadze, że ogromna ilość błędnych informacji powielana jest przez nieświadomych tego autorów. Występowanie danej historii na więcej niż jednej stronie nie uwiarygodnia jej. Przede wszystkim trzeba chwilę się zastanowić, gdy do głosu zaczynają dochodzić nasze emocje.

Zdrowy rozsądek wielu osobom nie pozwala wierzyć w wyimaginowane przez ludzi potwory, zarówno zoomorficzne jak i te z ludzką twarzą. Jednak nigdy nie będziesz pewny, czy podczas wieczornego powrotu z uczelni, drogi nie zajedzie Ci mityczna czarna wołga (lub BMW), a jej enigmatyczny pasażer, następca towarzysza Berii, nie wciągnie Cię w ciemną otchłań swych niecnych zamiarów.

 

Karolina Biedka