„Ich własna liga”

justiceleague-imax-poster-1

Najlepiej porównać „Ligę Sprawiedliwości” do lekkiego podmuchu wiatru, który delikatnie rozwiewa ciemne chmury, wpuszczając do świata więcej słońca. W żaden jednak sposób nie określa to jakim filmem „JL” jest, zatem od początku.

 

W 2013 roku, po premierze „Man of Steel”, włodarze Warner Bros. postanowili wprawić w ruch uniwersum filmowe DC, pięć lat po starcie MCU. Na miejsce reżysera i scenarzysty wybrano Zacka Snydera i Davida S. Goyera, panów odpowiedzialnych za MoS. W wyniku różnic artystycznych David S. Goyer został od projektu odsunięty, a na jego miejsce trafił Chris Terrio. W czasie powstawania JL, do kin trafiły takie filmy jak Batman v. Superman oraz Suicide Squad, które, mimo iż zarobiły ogromne pieniądze, zebrały zasłużone fale krytyki. Z odsieczą przybyła wtedy Wonder Woman, która mimo swoich własnych wad dała fanom, oraz Warner Bros. nadzieję na lepsze jutro oraz na sukces Ligi Sprawiedliwości. Niedługo potem wskutek tragedii rodzinnej Zack Snyder musiał odejść z fotela reżysera, a jego miejsce zajął Joss Wheadon, twórca Avengers, który dokończył film.

I to widać, szczególnie na poziomie tonu filmu, który potrafi zmienić się z pełnej patosu sceny w rzęsistym deszczu do tej samej sceny bez wcześniejszych elementów, za to z dodatkowym żartem, którego ewidentnie wcześniej nie było. Justice League cierpi na oczywisty brak fabuły bardziej skomplikowanej niż trzeba się zjednoczyć, by pokonać zło, co jest skutkiem ogromnych cięć filmu wynikających ze zmiany reżysera, które z kolei można wywnioskować po krążących w internecie listach wyciętych scen i wątków. Joss Wheadon zrobił więc w tej sytuacji to, co potrafi robić najlepiej, napisać swoich bohaterów w taki sposób, żeby pomimo tego, że widz ich nie zna, dało się ich polubić, i to wychodzi, a Ligę można porównać do dużej rodziny, gdzie Batman jest ojcem, Wonder Woman matką, Cyborg zakompleksionym nastolatkiem, Flash młodszym synem, którego fascynuje, wszystko, co zobaczy, a Aquaman tym wujkiem z zagranicy, który po prostu jest fajny.

Dzięki tym postaciom film naprawdę daje radę i chociaż są one tak naprawdę jedynym powodem, dla którego warto na Justice League pójść, to według mnie zdecydowanie warto.

RK