Dawid Tulej studiował na naszym Uniwersytecie, był też członkiem zespołu ds. marketingu w Studenckiej Telewizji SETA. W tym numerze rozmawiamy o jego roli w filmie Piotra Domalewskiego „Jak najdalej stąd”, gdzie grał brata głównej bohaterki, pracy na planie z perspektywy osoby niepełnosprawnej oraz tym jak wspomina czas studiów. 

Czy mógłbyś przybliżyć naszym Czytelnikom okoliczności pojawienia się na planie filmowym?

Pojawiłem się w filmie „Jak najdalej stąd”, ponieważ jego reżyser, Piotr Domalewski szukał osoby niepełnosprawnej, aby pokazać problemy społeczne. Stało się to dzięki wywiadowi, który jest dostępny w serwisie YouTube, jego tytuł to „Sprawny bez barier”. Początkowo miał być to film dokumentalny, ale zamierzenie się zmieniło i powstała rozmowa ukazująca moje życie, zarówno studenckie, jak i poza-studenckie. Reżyser i reżyserka castingu, Ewa Brodzka, natknęli się na filmik z wywiadem ze mną podczas szukania informacji i inspiracji do filmu w Internecie. Reżyserka castingu wysłała mi zaproszenie do grona znajomych na Facebooku, ale ze względu na to, że jej nie znałem, nie przyjąłem go. Wiadomość od niej trafiła do folderu „inne”. Parę godzin później dostałem informację od wiceprezeski Fundacji SYNERGIA zajmującej się szkoleniami osób niepełnosprawnych. Stwierdziłem, że skoro dostałem taką informację, że ta osoba szuka ze mną kontaktu, to nie jest to fake. Sprawdziłem swoją facebookową skrzynkę, znalazłem wiadomość z prośbą o telefon, zadzwoniłem. Dogadaliśmy się. Zagrałem w otwarte karty, powiedziałem, że potrzebuję opiekuna. Otrzymałem zapewnienie, że zrobią wszystko, żeby mi pomóc w poszukiwaniu takiej osoby, ale mam się rozejrzeć wśród swoich znajomych. Zgodził się na to mój przyjaciel, który pomaga mi również prywatnie, pojechałem na plan razem z nim. 

Jak wspominasz doświadczenie grania w filmie?

Jest to na pewno ważne doświadczenie. Z niektórych rzeczy dotyczących tego typu pracy nie zdawałem sobie wcześniej sprawy. Jedną z nich jest fakt potrzeby bycia zdyscyplinowanym, trzymania się harmonogramu. Kolejną jest brak ograniczonego czasu pracy. Na planie trzeba być do momentu uzyskania zgody na jego opuszczenie. Podczas drugiego dnia ostatniego etapu zdjęć wyjechaliśmy z hotelu o jedenastej, wróciliśmy o pierwszej w nocy, a następnego dnia musieliśmy być gotowi do dalszej pracy od dziesiątej. Miałem też okazję przypatrywać się aktorstwu Kingi Preis, to była niepowtarzalna okazja do nauki. 

Czy były jakieś aspekty pracy na planie, które sprawiły Ci trudność?

Na pewno toaleta. Toaleta na planie to były Toi Toie, Adam (opiekun) nie był w stanie się ze mną w takiej toalecie obrócić, miał za mało miejsca. Na szczęście ekipa stanęła na wysokości zadania i zorganizowała toaletę w miejscu, gdzie mogłem bez problemu z niej korzystać. Przygotowano  mi wygodne miejsce z osobną toaletą, gdzie mogłem zjeść obiad z baru i odbyć przerwę. Raz dostałem też upomnienie, bo nie przyznałem się, że podczas zdjęć było mi zimno. Otrzymałem komplet odzieży termicznej i w kolejnych dniach nie było już tego problemu. To były jedyne aspekty, które sprawiały mi trudności. 

Jak wspominasz studia na naszym Uniwersytecie?

Czasy studenckie zmieniły moje życie. Teoretycznie z kumplami z podstawówki miałem jakiś kontakt, chodziłem do szkoły co jakiś czas. Wychowawczyni robiła delegacje i przychodziła do mojego domu z uczniami z mojej klasy. W gimnazjum chodziłem do szkoły przez jeden dzień w tygodniu, w liceum przez dwa. Na Uniwersytecie musiałem być gotowym do uczestniczenia w zajęciach codziennie. Na początku trochę się bałem, bo nie wiedziałem, czy inni mnie zaakceptują, ale tak było na każdym szczeblu nauki. Moje obawy jednak szybko się rozwiały. Dowiedziałem się o możliwości postarania się o opiekuna, kolega zdecydował się nim zostać. Zaczęło się wychodzenie, imprezy. Ja wtedy uświadomiłem sobie, że mimo niepełnosprawności mogę żyć normalnie, tylko potrzebuję odpowiedniej pomocy. Przykładem takiego wyjścia może być koncert, na który wybrałem się z kolegami ze studiów. Ludzie byli zaskoczeni, że koleś na wózku pije piwo. Do dziś pamiętam też jak po całonocnej imprezie pisałem kolokwium z angielskiego. Udało mi się zaliczyć na czwórkę bez powtarzania materiału. Czasy studenckie wspominam jako diametralną zmianę życia. Dzięki studiom uwierzyłem, że mogę się bardziej usamodzielnić, w takim sensie, że sam mogę sobie zorganizować pomoc. Wcześniej musiałem liczyć na pomoc rodziców, na studiach miałem kolegów i przestałem również czuć opór przed poproszeniem o pomoc obce osoby. Podczas studiów bardzo często nie było mnie w domu, nocowałem u znajomych, brałem udział w życiu towarzyskim. Niepełnosprawność nie jest tak naprawdę barierą, trzeba zaakceptować to, że ma się problemy, że potrzebna jest pomoc w korzystaniu z toalety czy innych aspektach. 

Czy masz aspiracje do dalszego doskonalenia się w aktorstwie? Czy może traktujesz fakt grania roli w filmie w kategorii jednorazowej przygody?

Nie wiem, to zależy od reżysera. Jeżeli jakiś reżyser kiedyś jeszcze zechce, żebym zagrał, to myślę, że jest to sytuacja do rozważenia. Nie mówię tak, nie mówię nie. To zależy od tego jaka rola, gdzie. Nie będę po takim filmie jak „Jak najdalej stąd” decydował się na granie w paradokumentach, to byłoby zejście poziom niżej. Jeżeli będzie możliwość zagrania w jakimś dobrym filmie, to oczywiście z niej skorzystam. Na razie potraktowałem tę przygodę jak moją pierwszą pracę w życiu. To moja pierwsza poważna praca, taka, za którą wziąłem wynagrodzenie, i od razu w stolicy. Zdjęcia miały miejsce w Olsztynie, Warszawie i w Dublinie. Nie brałem udziału tylko w dublińskim etapie, tam była główna bohaterka. Ja byłem obecny w części olsztyńsko warszawskiej. Było super, jeśli otworzy się jeszcze kiedyś przede mną możliwość wzięcia udziału w filmie, w spocie reklamowym czy czymś podobnym, to na pewno rozważę tę propozycję, nie odrzucę jej bez zastanowienia się czy warto. Na chwilę obecną traktuję to jako przygodę. Sporo ludzi w świecie filmowym już teraz mnie zna, jeżeli będzie jakaś potrzeba, możliwość zagrania gdzieś to wezmę ją pod rozwagę. Mówię niekoniecznie o Warszawie, może to być też na miejscu, w Opolu, czy też w innym mieście. 

Rozmawiała: Michalina Mencel
Zdjęcie: Roman Rogalski